- Haloo ? - Zapytałam z zaspanym głosem.
- No cześć, wydaje mi się, czy cię obudziłam ? - Usłyszałam.
- Wydaje ci się.. - Odpowiedziałam sarkastycznie. - ,a z kim mam zaszczyt rozmawiać ? - Dodałam po chwili.
- Z tej strony Eliza, droga Kasiu. Eliza Stankiewicz. Kojarzysz ?
- Eliza ? Po co mnie budzisz ? - Zapytałam.
- Wczoraj wyleciałaś do Londynu. Nie widziałyśmy się aż dwa dni! I ty się pytasz po co cię budzę ? - Jej podnoszący się głos drażnił moje uszy, ale wiem, że jak jej nie odpowiem to nie odpuści.
- Dobra, sorki. Po prostu się nie wyspałam. - Odpowiedziałam. - Lot minął .. - Zastanawiałam się co powiedzieć. To, że mało co nie zwróciłam śniadania, czy to, że znam już jedną osobę w tym wielkim mieście. - Nie było tak źle, myślałam, że będzie dużo gorzej.
- To dobrze. Widzisz doleciałaś cała i zdrowa. Jednak nie każdy samolot jest skazany na roztrzaskanie się. Nie ważne, muszę ci coś powiedzieć. - Jej głos jakby posmutniał. Przestraszyłam się, nie wiedziałam o co może chodzić. - Ostatnio mój ojciec bardzo choruje, nie chce go zostawiać samego. Wiem, że miałam do ciebie przyjechać, ale na razie nie dam rady. Muszę z nim zostać, tylko on mi został. - Ostatnie słowo wypowiedziała niemalże bezdźwięcznie. Nic nie odpowiedziałam. - Przepraszam muszę kończyć. - Odparła po chwili. Nie mogłam wydusić ani słowa. Jak to nie przyjedzie ? Miałyśmy tu być razem. Miała to przylecieć jak tylko wróci od ciotki, u której przebywała. Rozumiem ją, rozumiem czemu nie może tego zrobić, ale i tak nie chciałam tego słuchać. Po usłyszeniu tego było mi po prostu, źle ? Nie wiem czy to dobre określenie, na to co właśnie teraz czuje. Między nami nastałam cisza. Wiedziałam, że zaraz może się rozłączyć. Nie pozwoliłam jej na to.
- Ja wiem. - Powiedziałam o dziwo nie zaspanym głosem. - Jak jego stan już się polepszy, zadzwoń. Mam nadzieje, że za niedługo się zobaczymy. - Dodałam po chwili.
- Wiedziałam, że zrozumiesz. Obiecuje, że wkrótce przylecę do Londynu. Muszę kończyć, zadzwonię jutro. Pa. - Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ się rozłączyła.
Po te rozmowie czułam się nijako. Nie wiedziałam co mam teraz robić. Przyleciałam tu wprawdzie nagrać swoją własną płytę, ale chciałam żeby Eliza przy mnie była.
- Kasia, dziecko drogie, czemu się nie odzywasz ? Nic ci nie jest ? Wiesz jak się martwiłam, chciałam już dzwonić do ciotki Ewy, żebyś to u niej się zatrzymała. - Nie lubiłam kiedy się tak martwiła. Mówiłam jej to nie raz, ale ona i tak swoje. Zawsze była nadopiekuńcza, ale i tak ją kocham, nieraz ta nadopiekuńczość mi pomaga.
- Tak mamo, żyje. Lot był spokojny, mam gdzie mieszkać i czuje się świetnie. - Odpowiedziałam jej powoli, aby ją uspokoić.
- Boże jak dobrze,a co tam słychać ? - Udało się.
- Wszystko okej. Właśnie jestem w parku, który znajduje się na przeciw mojego hotelu.
- Jak tylko będę mogła wziąć urlop to przylecę tam do ciebie, bo już tęsknie.
- Ja też tęsknie. - Odpowiedziałam bez dłuższego zastanowienia się.
Rozmawiałyśmy tak jeszcze z dobre pół godziny.
- Dobra Kasia, to co zadzwonię jutro, to porozmawiamy dużej.- Zaśmiała się - Kocham cię pa.
- Ja ciebie też. do zobaczenia. - Po tych słowach rozłączyłam się i schowałam telefon z powrotem do torby. Siedziałam na tej ławce jeszcze dobrą godzinę. Znudziło mi się to kiedy bawiących się wokół fontanny dzieci było coraz więcej. Robiły coraz więcej hałasu, ale najgorsze jednak było jak podchodziły i ochlapywały mnie wodą, którą nabrały do rąk. W końcu nie wytrzymałam i ruszyłam w kierunku wyjścia z parku. Wychodząc pomyślałam, że dobrze by było gdybym zakupiła coś do jedzenia na obiad i kolację. Tak więc ponownie wyjęłam mój telefon i włączyłam w nim aplikację GPS. Tym razem moi rodzice się nie mylili, każąc mi to zainstalować. Spojrzałam na ekran i wiedziałam już gdzie się udać. Najbliższy sklep, Tesco był trzy aleje stąd. Krótki spacer nikomu jeszcze nie zaszkodził. Pomyślałam. Zablokowałam komórkę i schowałam ją z powrotem. Wyszłam z parku nie gubiąc się O.o . Na niebie pojawiły się chmury, których barwa wskazywała jedynie na deszcz. Dojście do Tesco zajęło mi około czterdzieści minut. Po wejściu do niego, chwyciłam koszyk i ruszyłam między regały. Po wybraniu produktów, zapłaciłam za nie i wyszłam ze sklepu. Na zewnątrz temperatura się trochę obniżyła, a ja byłam w samej koszulce. Gdy wracałam do hotelu całkowicie się rozpadało. Nie czekając dłużej weszłam do najbliższej klatki schodowej. Niestety i tak nie zdążyłam dotrzeć tu sucha. Oparłam się o drzwi i cierpliwie czekałam aż deszcz przestanie padać, lecz po chwili usiadłam. Nie lubię stać w jednym miejscu.
Po chwili wstałam i wyszłam na zewnątrz. Wróciłam do hotelu. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam ją, siedziała na moim łóżku. Nie widziałam jej twarzy, miała ukrytą ją w dłoniach. Była załamana. Podeszłam bliżej. Usłyszałam ciche szlochanie. Płakała.
- Eliza. - Klęknęłam przed nią. - Co się stało ? - Zapytałam, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. - Eliza, powiedz mi, co się stało. - Spróbowałam jeszcze raz. Otarła łzy ze swoich policzków i uniosła głowę.
- On, on .. - Tu jej głos się złamał. Trudno jej było cokolwiek wypowiedzieć. Nie wiedziałam o co może chodzić. Co mogło doprowadzić ją do takiego stanu. Dziewczyna rozpłakała się jeszcze bardziej. Usiadłam obok niej. Przytuliłam ją. Siedziałyśmy tak obie przez pare minut. Kiedy się trochę uspokoiła, przestała płakać i się trząść chciała dokończyć zdanie. - On mnie zostawił. Zostawił mnie ! Tak po prostu. Jest egoistą, w ogóle o mnie nie myślał ! Znów zaczęła płakać, płakać i krzyczeć.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. - Wiedziałam, że nie jestem zbyt dobra w pocieszaniu ludzi.
- Nie, nie będzie dobrze ! Co ty możesz wiedzieć ? Nigdy nie miałaś tak jak ja. Obudź się w końcu i spójrz prawdzie w oczy ! Obudź się, Obudź się, obudź się ...
- Obudź się ! Halo ! - Poczułam jak ktoś mną szarpie i krzyczy.
- COOOOOOBOŻEPRZEPRASZAM ! - Krzyknęłam. Otworzyłam oczy i ujrzałam mężczyznę z czarnymi, roztrzepanymi włosami i ciemną karnacją. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie. Jakby się czegoś przestraszył.
- Za co ? - Zapytał widocznie zdezorientowany. - Za to, że zasnęłaś w... - Tu przybrał dość śmieszny wyraz twarzy. - ... klatce schodowej ? - Dokończył.
- Nie no, tak jakoś. - Było mi głupio. Jedyne co czułam to wstyd. Brawo Kasiu, pierwszy dzień w Londynie, a ty już wioche odstawiasz. W sumie to śmiać mi się chciało z tej sytuacji. Gdy tak sobie pomyśle co ja bym zrobiła jakbym zobaczyła śpiącą w klatce schodowej nastolatkę.. nie wiem czy przeżyłabym to bez zawału. Na szczęście chłopak, który miał zaszczyt mnie spotkać na swej drodze musi mieć mocne nerwy.
- Wstaniesz w końcu, czy chcesz jeszcze pospać ? - Zapytał.
- ,a tak. Zamyśliłam się. - Szczerze mówiąc myślałam, że on już poszedł. Chłopak wyciągnął dłoń w moim kierunku, aby pomóc mi wstać. Chwyciłam ją. Kiedy stanęłam narówne nogi, otrzepałam się i spojrzałam na mulata.
- Dzięki. - Powiedziałam, po czym podniosłam swoją torbę. Miałam już wychodzić, ale chwycił mnie za nadgarstek. Gwałtownie się odwróciłam.
- Jestem Zayn. - Przedstawił się, lecz puścił mnie dopiero gdy spojrzałam na moją rękę.
- Kasia. Odpowiem od razu, nie jestem z Anglii. Pochodzę z Polski. - Powiedziałam po chwili.
- Serio ? - Zapytał zdziwiony. - Ogólnie to fajne imie. Takie oryginalne. - Dodał po chwili.
- U was może oryginalne. - Uśmiechnęłam się. Wyjrzałam przez okno. Nie przestało padać, w dodatku się zciemniło. - Muszę już iść. - Spojrzałam na Zayna. Chłopak przyglądał mi się jeszcze chwile, po czym dodał:
- Będziesz szła piechotą w taką pogodę ? Podwiozę cię.
- Nie, nie trzeba. - Nie chciałam z nim jechać. Znam kolesia piętnaście minut. - Poradzę sobie.
- O nie, nie, nie mnie tak łatwo się nie pozbędziesz. Podaj mi tylko adres. - Szybko i pewnie odpowiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć, jak się wykręcić. - Na co czekasz ? - Zapytał. - Znów się zamyśliłaś ? - Uśmiechnął się. Nie wymyśliłam ani jednej dobrej wymówki, dlaczego miałabym z nim nie pojechać. - Wyjdź na zewnątrz, a ja wezmę twoje zakupy. - Wskazał na reklamówkę leżącą obok mnie. Zupełnie o nich zapomniałam. Znając mnie pewnie bym je tu zostawiła.
- Dobra. - Odpowiedziałam. Wyszliśmy na zewnątrz. Kierowałam się za Zaynem. Po chwili staneliśmy przed czarnym samochodem. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że kosztował on majątek. Nie powiem, trochę się zdziwiłam. Chłopak mieszka w starej kamienicy, a auto ma naprawde dobre. Zayn otworzył przede mną przednie drzwi, a ja wsiadłam. Zamknął je za mną. Do hotelu było około dwadzieścia minut drogi. Minęły one dosyć szybko. Dowiedziałam się, że był on u swojej babci w odwiedziny. Czyli jednak się myliłam. Pewnie mieszka w jakiejś willi z basenem i innymi takimi.
- Jesteśmy. - Odparł Zayn.
- Jeszcze raz dziękuje za odwiezienie mnie. - Obdarowałam go uśmiechem. Wzięłam torbę, zakupy i wyszłam z samochodu. Gdy byłam już w hotelu, ledwo co stałam na nogach. Odłożyłam zakupy do kuchni i wzięłam szybki prysznic. Po wyjściu z łazienki wypakowałam telefon z torby i spojrzałam na ekran, 20.14. Czuje jakby była co najmniej druga w nocy. Upewniłam się czy zamknęłam drzwi od mojego apartamentu i wróciłam do sypialni. Oczywiście rzeczy, które leżały na łóżku znajdowały się teraz na podłodze. Oprócz kołdry i poduszek, rzecz jasns. Spojrzałam przez okno. Ta okolica miasta wieczorem wygląda naprawdę ładnie. Pomyślałam, po czym zgasiłam światło, położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą po sam czubek nos i zasnęłam.
~
Drugi rozdział. Tak jak mówiłam, będzie dłuższy ;b
Przepraszam, że tak długo nie wstawiałam ale byłam chora i nawet nie miałam siły pisać. Komentujcie <3

Fajny blog ciekawe co dalej się wydarzy :)
OdpowiedzUsuńŻyczę weny ♥
Ann