- Dobra, pół godziny, pół godziny ! Trzydzieści minut. Wytrzymam już przeżyłam 2 godziny, zaraz koniec. - Z moich rozmyśleń wyrwał mnie pasażer siedzący obok mnie ''dźgając'' mnie kredką w brzuch.
- Możesz się uspokoić ? - Zapytał mały chłopiec, z czarnymi, krótko ściętymi włosami i zielonymi, ogromnymi tęczówkami. Miał bladą twarz, na której znajdowało się mnustwo piegów. Był ubrany w granatowe dżinsy, idealnie dopasowaną do spodni koszulkę i zieloną bluzę. Nagle poczułam bul w środkowej części brzucha.
- Możesz przestać ? - Zapytałam zdenerwowana, ale na swój sposób spokojna. Czując, że znów zrobił to samo.
- Dziwoląg.. - Burknął pod nosem.
- Ejj, grzeczniej trochę. - Odpowiedziałam.
- Jestem grzeczny. Moge ci nawet zaproponować grę w karty. - Po wypowiedzeniu tego zdania. Wyszczerzył się do mnie. Było to strasznie uroczę,pomimo tego, że brakowało mu paru zębów.
- Okej, ale musisz mi przypomnieć jak w to się gra. - Odwzajemniłam uśmiech. Chłopiec schował gazetkę z kolorowankami i kredki, którymi mnie ''dźgał'' do plecaczka w kształcie dinozaura i wyjął z niego prostokątne pudełko z kartami.
- No to w co chcesz zagrać ? W ''Makao'' czy ''Piotrusia'' ? - Zapytał wyjmując ostrożnie karty, aby się broń boże nie wysypały.
- Hmmm, pomyślmy.. Nie jestem zbyt dobra w piotrusia, zagrajmy w makao. - Odpowiedziałam na pytanie.
- W takim razie zagramy w piotrusia. - Odpowiedział z cwaniackim uśmieszkiem.
- No jasne zapytaj się, a i tak zrób swoje. - Wymamrotałam pod nosem, praktycznie nie słyszalnie. W czasie kiedy mój towarzysz rozdawał karty podziwiałam widoki zza okna.Były one przepiękne. Nic dziwnego, że byłam nimi tak zachwycona, w końcu to moja pierwsza podróż samolotem. W sumie to cieszyłam się, że mam jakieś zajęcie, które odciąga mnie od myślenia na jekiej wysokości się znajduje i to, że w każdej chwili samolot którym lecę może spaść, roztrzaskać się o ziemie, i .. OOOO ZNOWU TO ROBIĘ !
- Coś się dzieje ? - Zapytał tak jakby trochę zatroskany. Już miałam mu odpowiedzieć, ale mnie wyprzedził. - Nie ważne, grajmy. - Wzięłam do ręki moje karty i zaczęłam wyszukiwać czy mam może jakieś pary. Nic, nic, nic.. O JEST ! Zadowolona odłożyłam na bok karty o tym samym obrazku.
- Moment ! - Krzyknął. - Zanim zaczniemy.. Jestem Jake. - Powiedział i wystawił rękę w moją stronę.
- Kasia, miło mi. - Podałam mu dłoń.
- Ka.. CO ? - Zapytał. Nie dziwię mu się, że nie umie wymówić mojego imienia. W Anglii zapewne nie słyszy się takiego zbyt często. - W takim razie skąd ty jesteś ? - Zapytał mnie.
- Z Polski. - Odpowiedziałam mu.
- Naprawdę ? Ale
fajnie ! Poznałem Polkę !! - To miłe widzieć jak mały Londyńczyk cieszy się, że
poznał kogoś takiego jak ja. Taką zwykłą dziewczynę z nie za bardzo sławnego
kraju jak Polska. Chłopcu nadal nie schodził uśmiech z twarzy. Nawet kiedy z
głośników wydobył się charakterystyczny odgłos co oznaczało przemowę stewardessy
Jake nie przestawał się uśmiechać. Wszyscy ucichli, byli skupieni na tym co
usłyszą. Oczywiście wszyscy oprócz posiadacza plecaczka w kształcie dinozaura.
Po jakiś 5 minutach stewaressa skończyła swą jakże interesującą przemowę w 5
językach, która miała na celu przekazać pasażerom samolotu, że za około 10
minut lądujemy. W sumie to czekałam na ten moment dwie i pół godziny, ale sama myśl, że już nigdy nie spotkam tego uroczego chłopca mnie dobijała. Pomimo
tego, iż znam go około trzydzieści minut bardzo go polubiłam. Nie rozmyślałam
już dłużej, wiedząc, że za dziesięć minut lądujemy oddałam Jakowi karty, w
które nie zdążyliśmy pograć i zaczęłam pakować swoje rzeczy to torebki. Między
innymi był to telefon, słuchawki, jakieś tabletki na chorobę lokomocyjną i
bidon z herbatą. Ostatni raz spojrzałam przez okno i ujrzałam
centrum Londynu. Po paru chwilach ten piękny widok zniknął i widać było jedynie
plac lotniska. Znów stewardessa zaczęła swą przemowę, ale już nie przez
mikrofon,tylko weszła do kabiny osobiście. Nagle samolot wylądował i można było
wychodzić. Wzięłam moją torebkę i ruszyłam w stronę wyjścia.
Otrzymałam swoją walizkę i miałam już kierować się do tasówkie kiedy usłyszałam za
mną jakieś krzyki. Odwróciłam się i ujrzałam małą osóbkę podbiegającą do mnie.
Nie był to nikt inny niż Jake. Chłopiec przytulił się do mnie. Odwzajemniłam
uścisk. Po paru sekundach się od siebie oddaliliśmy. Chłopiec uśmiechnął się do mnie i wrócił do swoich
rodziców, a ja weszłam do taksówki. Spojrzałam przez szybę, mogłam zobaczyć jak ostatni raz do mnie macha z tym swoim zaraźliwym uśmieszkiem. Podałam taksówkarzowi adres hotelu, w którym miałam rezerwację i odjechaliśmy.
Podsumowując. Jestem Kasia Wysocka, mam 17 lat, zajęłam pierwsze miejsce w X-Factor i jestem tu w Londynie, aby spełniać marzenia.
Podsumowując. Jestem Kasia Wysocka, mam 17 lat, zajęłam pierwsze miejsce w X-Factor i jestem tu w Londynie, aby spełniać marzenia.
~
No i jest mój pierwszy rozdział. Nie wiem czy mi wyszedł, liczę na wasze zdanie. Przepraszam za błędy ;) Następny będzie za około tydzień, przy dobrych wiatrach wcześniej.
Pozdrawiam wszystkich ;b
+ Wiem, że jest krótki, ale dopiero zaczynam. Myślę, że następnym razem będzie dłuższy rozdział.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz